Benefity vs. Viagra

Sildenafil (organiczny związek chemiczny, lek stosowany w leczeniu zaburzeń erekcji), czyli mowa oczywiście o Viagrze.
Kanada to kraj pełen absurdów. Ze skrajności w skrajność. Ostatnio miałam przyjemność przeczytać wyniki audytu przeprowadzone w Urzędzie Miasta w Toronto. Jakie wyniki zapytacie?
Otóż – większość pracowników przejawia niezwykle wysoką aktywność seksualną.
W latach 2013-2014 Urząd Miasta musiał w ramach pracowniczych benefitów zapłacić prawie dwa miliony dolarów za takie leki jak właśnie Viagra i Cialis.
Jak skomentował to zastępca burmistrza, radny Denzil Minnan-Wong?: – Jestem zaskoczony. Nie wiem jak niektórzy z naszych pracowników mogą to robić.
Aż che się odpowiedzieć: przejęzyczył się Pan?

Pracownicy zażywający Viagrę lub Cialis właśnie nie mogą – w tym cały problem.
Burmistrz John Tory na spotkaniu z mediami tak skomentował tą sprawę: – Każdy, kto nadużywa systemu benefitów pracowniczych powinien być traktowany bardzo surowo i chciałbym zaproponować rozwiązanie w postaci wprowadzenia odpowiednich kar.

Czy Ci ludzie już nie są dostatecznie ukarani?
Pracownicy Ratusza nie szczędzą sobie również takich środków jak: leki uspakajające, przeciwbólowe oparte na opioidach i pobudzające.
Warto dodać, że 37 pracowników to istne demony seksu. Każdy z nich w roku 2015 zużył tych leków za sumę 3 tysięcy dolarów, a czempionem w tej kategorii okazał się mężczyzna, który zażył ich za 5000 dolarów.

Czy benefity na prawdę powinny refundować takie leki jak Viagra, kiedy za inne płacić zwyczajnie trzeba?
Choć z drugiej strony kary za nadużywanie nie są rozwiązaniem. Nie byłoby lepiej gdyby tych ludzi wysłać po prostu na emerytury?
Dodajmy do tego, że nie we wszystkich tak dużych instytucjach można brać choćby leki przeciwbóle – nawet po wypadkach.
Czas na młodych i bardziej wydajnych ludzi. Kreatywnych i z otwartym umysłem, którzy mają na tyle energii, że nie obciążaliby pracowniczych benefitów.

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?